Inne

„Książka może być poczwarką, a film motylem”. O drugim życiu literatury w kinie

6 minut czytania

Podczas panelu „Od słowa do obrazu – drugie życie literatury w filmie” na Międzynarodowych Targach Książki 2026 w Warszawie uczestnicy zastanawiali się nad relacją między książką a jej ekranizacją. Czy film powinien być wierny literackiemu pierwowzorowi? Czy może mieć własny język i własną interpretację? I czy zdarza się, że ekranizacja całkowicie przesłania książkę?

Spotkanie prowadziła Jolanta Cywińska, pisarka i dziennikarka, a jej gośćmi byli: Anna Nasiłowska – prof. nauk humanistycznych, Zbigniew Zbikowski – pisarz, dziennikarz, tłumacz oraz Michał Konarski – krytyk filmowy z warszawskiej Kinoteki.

Film i literatura: małżeństwo czy rozwód?

Prof. Anna Nasiłowska zwróciła uwagę, że współczesne polskie kino coraz rzadziej sięga po literaturę.

„Film polski po roku 2004 przestał korzystać z literatury i to jest jeden z powodów, że film ma się źle. Film powinien wrócić do literatury.”

Przypomniała także czasy bliskiej współpracy pisarzy i filmowców oraz tradycję twórców, którzy potrafili swobodnie poruszać się między słowem a obrazem. Wspomniała przy tym Tadeusza Konwickiego. To właśnie on był przykładem artysty, który nie tylko pisał, ale także myślał filmowo i z powodzeniem łączył oba światy.

Wierność nie zawsze jest zaletą

Zdaniem Michała Konarskiego polskie kino przez lata zbyt często traktowało literaturę niemal jak świętość.

„Polscy filmowcy skupiali się na tym, na ile tekst adaptowany jest zbieżny z tekstem pierwotnym, zamiast zastanawiać się, jak opowiedzieć go językiem filmu.”

Jako przykłady udanych, twórczych adaptacji wskazał ekranizacje prozy Dorota Masłowska, takie jak „Wojna polsko-ruska” czy „Inni ludzie”.

Adaptacja to nowe dzieło

Zbigniew Zbikowski podkreślał, że ekranizacja nie jest ilustracją książki, lecz osobnym utworem.

„Twórca bierze dzieło literackie jako tworzywo i tworzy swoją własną wersję, swoje własne dzieło.”

Dyskusja wokół „Imienia róży” pokazała, jak trudne jest przenoszenie na ekran warstw filozoficznych. Reżyser musi wybierać wątki, które budują akcję i utrzymują uwagę widza. Jolanta Cywińska zauważyła, że prawdopodobnie dlatego reżyser zrezygnował z całej książkowej wersji filozofii Williama Ockhama, na rzecz zwykłego średniowiecznego kryminału.

Czy istnieją książki niemożliwe do sfilmowania?

Paneliści byli zgodni: praktycznie nie.

Prof. Nasiłowska wskazała na „Sanatorium pod Klepsydrą” jako dowód, że nawet pozornie „niefilmowa” proza Bruno Schulz może zostać przełożona na język kina.

Zbigniew Zbikowski żartował:

„Jedyną książką, której bym nie przeniósł na ekran, jest książka telefoniczna.”

Michał Konarski dodał wątek adaptacji tekstów filozoficznych: 

„Też pozornie niemożliwe, a jednak byli tacy, co próbowali tego z sukcesem. Jean-Luc Godard w »Walkach we Włoszech« zekranizował przecież teorie Louisa Althussera.”

Film zmienia sposób czytania

Jednym z najciekawszych tematów była kwestia wpływu ekranizacji na odbiór książki. Po obejrzeniu filmu czytelnik często wraca do tekstu już z gotowymi obrazami i interpretacjami.

Przykładem był choćby Zagłoba z trylogii Henryk Sienkiewicz.

„Zawsze miałem go w głowie jako łysego mężczyznę ze spiczastym wąsem. Dopiero kiedy zajrzałem do książki, odkryłem, że u Sienkiewicza miał też brodę.”

Podobnie dzieje się z Kmicicem, którego dla wielu widzów na zawsze uosabia Daniel Olbrychski.

Trzecie życie literatury

Konarski zwrócił uwagę, że dziś literatura otrzymuje już nie tylko „drugie”, ale często nawet „trzecie życie”. Najlepszym przykładem jest „Wiedźmin”, który został nie tylko sfilmowany, ale stał się również popularną grą.

„Jeśli zapytamy ludzi na całym świecie, czym jest Wiedźmin, usłyszymy przede wszystkim: grą komputerową.”

Dla wielu odbiorców dzieło funkcjonuje już przede wszystkim poprzez adaptację.

Klasyka nie musi stać na cokole

Jednym z najbardziej żywych sporów była kwestia współczesnych reinterpretacji klasyki. Czy można zmieniać sens dzieła?

Konarski przekonywał, że tak.

„Życzyłbym sobie świata, w którym większość ekranizacji jest niedosłowna i igra z pierwowzorem. Sztuka powinna dialogować, sprzeczać się i być pod prąd.”

Jako przykład wielokrotnie wracała „Ziemia obiecana”, która choć oparta na powieści Władysław Reymont, przesuwa akcenty i prowadzi widza do nieco innych wniosków niż książka.

Najważniejsza myśl spotkania

Choć uczestnicy różnili się w ocenach poszczególnych ekranizacji, zgodzili się co do jednego: film nie powinien być jedynie fotograficzną kopią książki.

Najtrafniej podsumował to Zbigniew Zbikowski:

„Książka może okazać się poczwarką, a film motylem.”

To zdanie dobrze oddaje ducha całej dyskusji. Adaptacja nie kończy życia dzieła literackiego. Przeciwnie, pozwala mu narodzić się na nowo w innym medium, dla nowej publiczności i w nowym czasie.

Zobacz podobne wpisy

GWIAZDY, MUZYKA I ZACHWYTY – RELACJA Z UROCZYSTEGO POKAZU FILMU „WIELKI ŁUK”! W KINOTECE OD 10 LIPCA

W środę 1 lipca, z okazji Międzynarodowego Dnia Architektury, w warszawskiej Kinotece odbył się uroczysty pokaz...

A zamiast upałów – oglądaliśmy klasykę! Zobacz skarby lat 90. w naszych klimatyzowanych salach.

Letnie upały najlepiej spędzać… w klimatyzowanej sali kinowej! W wakacje polecamy schronić się w przytulnych...

Oscarowy Bar Quiz w Kinotece!

Emocje Oscarowe wciąż w powietrzu, więc czas sprawdzić, kto tak naprawdę jest na bieżąco… i kto zna historię...