Zapraszamy na retrospektywę Terrence’a Malicka w Kinotece! W dniach 4-16 grudnia pokażemy aż sześć dzieł amerykańskiego mistrza kina.
Komu wieje wiatr? Kto siejąc go, zbiera burzę, a kto może wygodnie ułożyć się wśród wysokich traw i zatopić w jego szumie? Terrence Malick jawi się w kinofilskiej percepcji jako twórca nie tylko zafascynowany mocą żywiołu kształtującego pejzaż, ale i potrafiący finezyjnie uchwycić każde z najmniejszych drgnień powietrza. W rozległym dorobku amerykańskiego reżysera kamera zdaje się opływać bohaterów, z lekkością podmuchów czule omiatając dłonie i twarze postaci, nadając spotkaniom z nimi swoistej intymności.
HARMONOGRAM POKAZÓW:

NIEBIAŃSKIE DNI (1978)
Akcja filmu rozgrywa się w 1916 roku. Bill, młody robotnik pracujący w jednej z hut w Chicago, podczas kłótni zabija przełożonego i decyduje się na ucieczkę na Zachód. Wraz z nim wyrusza jego młodsza siostra Linda i jej przyjaciółka Abby. Podróżują przez Amerykę wraz z tysiącami ludzi szukającymi pracy. Dojeżdżają do małego miasteczka, gdzie właściciel ogromnego rancza potrzebuje kilkuset sezonowych robotników na czas żniw i postanawiają tam zostać.

BADLANDS (1973)
Pełnometrażowy debiut Terrence’a Malicka powstał w oparciu o autentyczne wydarzenia. W latach 50. para młodych ludzi wyruszyła w podróż po Stanach Zjednoczonych, podczas której zamordowała 11 osób. Zabójcy zostali (anty)bohaterami Ameryki – także dlatego, że ich motywacje pozostały niewyjaśnione. Martin Sheen i Sissy Spacek, dla których był to początek kariery aktorskiej, stworzyli postacie będące zarazem znudzonymi dzieciakami bez perspektyw, jak i wcieleniami banalnego zła. Wszystkie ewentualne przyczyny zachowań bohaterów pozostają niedopowiedziane. Czy chodzi po prostu o pragnienie uznania, godnego życia, sławy? A może jest tak, jak śpiewał zainspirowany filmem Bruce Springsteen w piosence Nebraska: Może po prostu siedzi jakieś zło w tym świecie. Dzieło Malicka – jeden z najciekawszych wariantów popularnego amerykańskiego motywu uciekającej pary – kryje w sobie wiele potencjalnych odpowiedzi.

CIENKA CZERWONA LINIA (1998)
Terrence Malick powrócił po dwóch dekadach milczenia z arcydzielną (i niekonwencjonalną) adaptacją surowej prozy Jamesa Jonesa. Grupa żołnierzy amerykańskich walczących w drugiej wojnie światowej w Guadalcanal przeżywa zarazem horror wojny i rozdarcie wewnętrzne – choć każdy z nich na swój sposób. Niecierpliwość, tęsknota, ból opuszczenia, ekstaza bycia żywym – wszystkie te ulotne stany udało się odmalować z użyciem talentów operatorskich Johna Tolla i kompozytorskich Hansa Zimmera. Majstersztyk kina wojennego i sensualny poemat jednocześnie.

SONG TO SONG (2017)
Współczesne love story rozgrywające się w świecie muzycznej bohemy. BV (Ryan Gosling) i Faye (Rooney Mara) są szaleńczo zakochanymi w sobie marzycielami. Oprócz miłości łączy ich pragnienie, by zaistnieć w muzycznym świecie. Choć drzwi do kariery może im otworzyć muzyczny magnat Cook (Michael Fassbender), intencje cynicznego biznesmena nie są do końca jasne. Sprawy skomplikują się, gdy do miłosnego trójkąta dołączy jego nowa muza (Natalie Portman).

RYCERZ PUCHARÓW (2015)
Rick (Christian Bale) jest wziętym hollywoodzkim scenarzystą. Zawodowy sukces nie sprawia mu jednak satysfakcji. Uciekając od traumatycznych wspomnień z przeszłości, rzuca się w wir romansów, rozpaczliwie szukając czegoś, co nada sens jego wypełnionemu pustką życiu. Czy na ścieżce zatracenia odnajdzie coś, co pozwoli mu narodzić się na nowo?

UKRYTE ŻYCIE (2019)
Historia austriackiego katolika Franza Jägerstättera, który odmawia przyłączenia się do nazistów w czasie II wojny światowej i zabijania Żydów. Za swoje przekonania ten skromny rolnik zostaje uwięziony, a jego wiara i oddanie Bogu – poddane najtrudniejszej próbie. Gdy żyje się wśród natury, w biednym, ale porządnym domu, oddawanie czci Najwyższemu nie stanowi wielkiego problemu, zwłaszcza w tamtych czasach. Jego działanie widać na każdym kroku, boska interwencja jest dostrzegalna niemal gołym okiem. Kiedy jednak nawet najgorliwsza wiara zostanie skonfrontowana z okrucieństwami wojny, niekończącą się brutalną pożogą, stratą i tęsknotą, często przychodzi kryzys – próba ostateczna. W Ukrytym życiu Malick rozważa tematy egzystencjalne w sposób przypominający ten z Drzewa życia. Choć za kamerą tym razem nie ma Emmanuela Lubezkiego, film jest też przede wszystkim uderzająco piękny i kontemplacyjnie skomponowany. Recenzent „Evening Standard” określił Ukryte życie jako wybitne dzieło mistrza, a David Ehrlich z „Indiewire” zachwycił się uczuciem głębokiej zadumy wywołanym przez tę historię.
Debiutując w latach siedemdziesiątych, pierwsze dwa pełne metraże Malicka zwiastują mu rolę epickiego nowelisty srebrnego ekranu, kronikarza historii wygnańców z rajów i obywateli ziem niczyich. W przesiąkniętych duchem powieści Johna Steinbecka „Niebiańskich dniach”, podróży i próbie znalezienia własnego miejsca na ziemi, wiatr towarzyszy bohaterom jak cień. Mierzwi włosy trójce uciekinierów, gdy w blasku złotej godziny, przy akompaniamencie muzyki Ennia Morricone, przemierzają pociągiem rozległe równiny Teksasu. Jeszcze większym huraganem na ekran wdziera się inwazja szarańczy, dewastująca pola uprawne. Na łaskę żywiołów zdaje się również para młodych zakochanych, która, uciekając od świata, trafia na pustynne „Badlands” i wiedzie życie tułaczy, przypominające perypetie „Bonnie i Clyde’a”.
Gdy po tak obiecującym starcie nazwisko Malicka zaczyna rozpalać amerykańską branżę filmową, obiecujący młody reżyser znika niespodziewanie na dwadzieścia lat. Po dwóch dekadach samotni oraz serii niefortunnych zdarzeń (kilka projektów pozostaje niezrealizowanych), Malick powraca z ekranizacją powieści Jamesa Jonesa. Owiany mistyczną aurą nieobecności filmowiec i projekt biorący na tapet druzgocący epizod drugiej wojny światowej na wyspie Guadalcanal, sprawia, że gwiazdy Hollywood zabijają się w kolejce do biura castingowego. „Cienka czerwona linia” z miejsca wyrasta na jeden z najważniejszych antywojennych kinowych manifestów swoich czasów. To również punkt zwrotny w twórczości Amerykanina, gdzie najważniejszym narzędziem narracyjnym w jego filmach staje się szept. Wśród gradobicia kul i eksplozji bomb żołnierze w pasmach cichych introspekcji zwracają się ku poszukiwaniom sensu dla tego chaosu – poszukiwaniom absolutu.
Milczący adresat zwierzeń ekranowych postaci Malicka rzadko kiedy pozostaje łatwy do zidentyfikowania. Samotność żołnierzy w okopach, tęsknota rozłączonego małżeństwa, pustka artystów-biznesmenów w garniturach pozostawiają po rzucanych w eter słowach głuche echo. Wobec rozlatującego się wokół porządku rzeczy Malick nie boi się sięgać po autorskie wizje kosmogonii. Ambitna i efektowna interpretacja stworzenia świata, począwszy od wielkiego wybuchu w „Drzewie życia” poraża skalą wyobraźni, ale też stała się obiektem drwin ze strony bardziej cynicznych widzów (po latach komputerowo wygenerowane dinozaury uchodzą w niektórych kręgach kinofilskich za mem).
Reżyser „Niebiańskich dni” nie boi się podniosłości w portretowaniu spotkań z Wiecznym Nieobecnym. Kameralny, introspektywny szept bywa tłumiony przez symfoniczną ścianę klasycznych kompozycji. Malick cyzeluje do perfekcji każdy kadr, rozległe plenery, designerskie wnętrza, tak jakby w sielskiej, boskiej wręcz panoramie to samotny człowiek był jedynym elementem pozbawionym iskry. Nie dziwi więc fakt, że autor „Badlands” jest istnym perfekcjonistą. Trafiające na srebrny ekran światło to jedynie ułamek (czasem kilkuset godzin) całego materiału zdjęciowego. Trwający latami montaż przypomina mozolne szukanie kompromisu między dosadnością a lekkością formy. Nic dziwnego, że od lat bezskutecznie wyczekiwane w canneńskim konkursie głównym „The Way of the Wind” owiane jest aurą tajemnicy, skoro postprodukcja „Song to Song” zajęła ponad pół dekady, a „Ukrytego życia” niemal trzy lata. Nawet gdy ostateczna wersja filmu trafia na filmowe salony, reżyser pozostaje w cieniu, nie pojawiając się na premierach i nie udzielając mediom wywiadów.
Pomimo konserwatywnych skłonności i pełnego krytyki (choć nigdy mizantropicznego) spojrzenia na ludzkość, Malick formalnie jest twórcą niebywale wszechstronnym i eksperymentującym. Obok wypieszczonych kadrów spod ręki Emmanuela Lubezkiego jest w nich miejsce na obrazy zarejestrowane kamerami VHS lub nagraniami GoPro z festiwali muzycznych. Nie trwa również w żelaznym rygorze muzyki klasycznej, pozwalając sobie w “Song to Song” zestawić kompozycje Zbigniewa Preisnera z elektro-rapem Die Antwoord, a do zespołu aktorskiego zaprosić Patti Smith lub Iggy’ego Popa.
Komu wieje wiatr? – retrospektywa Terrence’a Malicka odbywa się we współpracy z Kinem Nowe Horyzonty we Wrocławiu oraz Kinem Pałacowym (Poznań) i kinem NCKF (Łódź).
Kurator: Adam Krośnicki-Midoń
